wynagrodzenia.pl Sedlak & Sedlak
Rejestracja O nas Kontakt Dla mediów

Wynagrodzenia w Polsce – co nas czeka? - dr Kazimierz Sedlak

Redakcja: Jak Pan ocenia zmiany, jakie zaszły w wynagrodzeniach w 2009 roku?
Dr Kazimierz Sedlak: Na pewno był to trudny rok dla całej światowej gospodarki. Oceniając w tym kontekście sytuację Polski można stwierdzić, że wypadliśmy bardzo dobrze. Jako jedyny kraj EU mamy wzrost gospodarczy i nie odnotowaliśmy spadku wynagrodzeń realnych. Jeżeli jednak porównamy wyniki 2009 roku z rokiem 2008 i 2007, to okaże się, że jest zdecydowanie gorzej, bo tempo wzrostu wynagrodzeń znacznie wyhamowało. Ocena końcowa zależy więc od tego, czy jesteśmy optymistami czy pesymistami. Ja jako optymista uważam, że jest dobrze. Wystarczy uświadomić sobie, że w listopadzie 2009 roku w porównaniu z całym 2006 rokiem nasze płace wzrosły o 37%. W ciągu ostatnich 10 lat wzrost był dwukrotny z 1 706 PLN (średnia za 1999 rok) do 3 402 PLN (średnia za listopad 2009) . Dzięki temu znacznie wzrosła zamożność Polaków.
Powracając do oceny 2009 roku warto odnotować, że większość firm radziła sobie ze spowolnieniem poprzez zamrożenie wynagrodzeń i ograniczanie benefitów. Bardzo rzadko korzystano z możliwości obniżania płac. Należy to uznać za bardzo pozytywne podejście do pracowników. Utrzymywanie budżetu wynagrodzeń na poziomie z 2008 roku w wielu firmach wiązało się bowiem ze znacznym obniżeniem zysku czy nawet stratami.

Redakcja: Co Pana zdaniem sprawiło, że w 2009 roku uchroniliśmy się przed spadkiem wynagrodzeń?
Dr Kazimierz Sedlak: Oczywiście główna przyczyna to dobra kondycja gospodarki. Dodam jednak, że w dużym stopniu zawdzięczamy to również stopniowemu, chociaż nadal zbyt wolnemu wzrostowi elastyczności płac. W Polsce z roku na rok rośnie procentowy udział zmiennej części wynagrodzenia w wynagrodzeniu całkowitym. Jak wynika Ogólnobranżowego Raportu Płacowego wydawanego przez Sedlak & Sedlak, w 2009 stanowiła ona 17%, podczas gdy w 2004 tylko 10 %. Dzięki temu firmy mają doskonałe narzędzie radzenia sobie ze spowolnieniem gospodarczym.

Redakcja: Dlaczego Pana zdaniem elastyczność płac jest tak ważna?
Dr Kazimierz Sedlak: Stosowanie elastycznych systemów wynagradzania daje nam możliwość powiązania budżetu wynagrodzeń z wynikami firmy. Pamiętajmy, że wynagrodzenia to większość kosztów firmy i należą one do tzw. kosztów stałych. Zbyt duże koszty stałe często są przyczyną problemów czy nawet bankructwa. Stosowanie elastycznych systemów chroni przedsiębiorstwo przed cyklicznymi wahaniami koniunktury. Jest również korzystne dla pracowników, bo w momencie, gdy firma rozwija się szybciej, pracownicy otrzymują większe pensje.

Redakcja: Na pewno wszyscy są zadowoleni, gdy ich płace rosną, ale co w sytuacji gdy elastyczność je zmniejszy? Co z układami zbiorowymi? Jak na to zareagują związki zawodowe?
Dr Kazimierz Sedlak: W odpowiedzi na to pytanie przytoczę jedną z głównych zasad wynagradzania – płace zawsze powinny być sprawiedliwe. Jeżeli do problemu elastyczności płac podejdziemy z tego punktu widzenia, to okaże się, że wszyscy na tym zyskują: pracownik, pracodawca i związki zawodowe. Każdy z nas zgodzi się ze stwierdzeniem, że płaca powinna być sprawiedliwa. Jeżeli ma być sprawiedliwa, to musi być powiązana z wynikami pracy. Jeżeli ma być powiązana z wynikami pracy, to może to zapewnić tylko elastyczny system wynagradzania. Zmienna część wynagrodzenia uwzględnienia bowiem fakt, że w poszczególnych okresach funkcjonowania firmy jej wyniki są różne. Jeżeli więc związkom zawodowym zależy na tym, aby wynagrodzenia były sprawiedliwe, powinny one dążyć do dostosowania wszystkich układów zbiorowych do wymogów nowoczesnej gospodarki rynkowej. Niestety mam wrażenie, że w Polsce zbyt często negocjacje płacowe ograniczają się do sporów o wielkość podwyżki. Zawsze słyszymy, że jakiejś grupie zawodowej się należy. Nie słyszałem, aby kiedykolwiek pojawił się postulat „Chcemy aby nasze wynagrodzenia były sprawiedliwe i aby były powiązane z wynikami naszej pracy”, a przecież o to właśnie chodzi.

Redakcja: Dlaczego tak się dzieje?
Dr Kazimierz Sedlak: W moim przekonaniu jest to efektem braku reform rynku pracy. Rynek pracy musi być elastyczny, a nasz niestety nie jest. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do faktu, że na polskim rynku pracy raz mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy, a raz z rynkiem pracownika. Prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest to sytuacja patologiczna, bo na rynku pracy, tak jak w całej gospodarce, powinna panować względna równowaga. Tylko stan równowagi zapewni wszystkim stronom poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.

Redakcja: Czy w związku z tym powinniśmy również zreformować aktualnie stosowane systemy wynagradzania?
Dr Kazimierz Sedlak: Zdecydowanie tak, zmiana naszego sposobu myślenia o wynagrodzeniach jest jednym z ważnych elementów reformy rynku pracy. Przytoczę jeszcze raz jeden z podstawowych dogmatów wynagradzania mówiący, że płaca powinna być powiązana z wynikami naszej pracy. Jeżeli ma być powiązana z wynikami, to musi być również powiązana z pracownikiem, który te wyniki osiąga. Oznacza to, że systemy płac powinny być zindywidualizowane. Muszą uwzględniać to, że pracownicy na tych samych stanowiskach czy w tych samych firmach różnią się między sobą zdolnościami, wydajnością pracy czy motywacją. Jeżeli z tego punktu widzenia spojrzymy na płace w sferze budżetowej to można jedynie załamać ręce. Znacznie lepiej jest pod tym względem w sektorze prywatnym, ale i tam trudno znaleźć firmy dysponujące elastycznymi i zindywidualizowanymi systemami płac.

Redakcja: Co w związku z tym powinni zrobić przedsiębiorcy?
Dr Kazimierz Sedlak: Bezwzględnie zacząć „zarządzać” wynagrodzeniami swoich pracowników. Tak, jak w większości firm jest dział handlowy, dział marketingu czy finansów, tak powinna być również komórka lub osoba zajmująca się polityką wynagrodzeń. Praktycznie każda firma zatrudniająca powyżej 20-40 osób powinna mieć system wynagradzania. System taki każdego roku powinien być przeglądany, a co 3-4 lata zmieniany i dostosowywany do zmian rynkowych. Przedsiębiorcy muszą uświadomić sobie, że wynagrodzenia w Polsce będą rosły, co mieliśmy okazję obserwować w 2007 i 2008 roku. Koszty pracy będą coraz większe i aby unikać problemów, budżety płac muszą być elastyczne. Aby tak było, każda firma powinna co kilka lat przeprowadzić wartościowanie pracy, uczestniczyć w badaniach płacowych, posiadać regulamin wynagradzania wraz z regulaminem premiowania.

Redakcja: W 2009 roku przetoczyła się przez świat fala protestów przeciw zbyt wysokim premiom menedżerów. Czy w Polsce też mamy do czynienia z tym problemem?
Dr Kazimierz Sedlak: Zacznę od tego, że protesty te to wynik jawności życia gospodarczego w USA i Europie. Aby coś osądzać, trzeba to najpierw poznać. Tak jest z wynagrodzeniami menedżerów spółek notowanych na czołowych giełdach świata. Dzięki jawności życia gospodarczego, światowa opinia publiczna może się wypowiadać na temat tych płac. Niestety, w Polsce nie mamy możliwości dokonywania takiej oceny, bo nie znamy wysokości premii jakie otrzymywali menedżerowie. Niedoskonałości polskiego prawa sprawiają, że większość spółek podaje jedynie dane ogólnie o wysokości rocznych dochodów członków zarządu, ale bez ujawniania składowych wynagrodzenia. W konsekwencji tego, prawie nic nie wiemy o tym, jakie były premie, nagrody, dodatki motywacyjne, odprawy. Nie mając wiedzy na ten temat nie możemy dokonywać ich merytorycznej oceny. Jako specjalista od wynagrodzeń, z pokorą akceptuję dane niektórych spółek giełdowych informujących swoich akcjonariuszy, że ich menedżerowie za rok ciężkiej pracy otrzymali wynagrodzenie całkowite w wysokości 24 000 PLN. Można się tylko zastanawiać, dlaczego kluczowym pracownikom firmy płacą poniżej średniej krajowej.

Redakcja: Czy w związku z tym w 2010 roku możemy liczyć na poprawę w tym zakresie?
Dr Kazimierz Sedlak: 31.04.2009 Komisja Europejska wydała dwa ważne zalecenia dotyczące polityki wynagradzania w sektorze finansowym i w spółkach publicznych. Rządy poszczególnych krajów były proszone, aby do 31.12.2009 poinformować KE o działaniach, jakie będą podejmować w celu uniknięcia błędów. Niestety, z tego co wiem nasz rząd nie opublikował jeszcze informacji o planowanych działaniach.

Redakcja: Jeżeli już rozmawiamy o 2010 roku to co Pana zdaniem wydarzy się w najbliższych miesiącach?
Dr Kazimierz Sedlak: Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to moim zdaniem z kwartału na kwartał będą coraz wyższe. Przypuszczam, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy ponownie rozbudzą się w Polakach tęsknoty za szybkim wzrostem płac i w 2010 roku wzrosną one co najmniej o 2% powyżej inflacji. Na pewno będą temu sprzyjać nadchodzące wybory prezydenckie. Związki zawodowe nie omieszkają tego faktu wykorzystać w walce o swoje interesy.

Redakcja: W takim razie które branże i które zawody mogą liczyć na największy wzrost płac w 2010 roku?
Dr Kazimierz Sedlak: Pytanie to zawsze wywołuje we mnie przekorę i niechęć do odpowiadania. Dla mnie, jako specjalisty ds. wynagradzania, jest ono przykładem uproszczonego sposobu myślenia o płacach. Branża i zawód to czynniki, które decydują o naszym wynagrodzeniu całkowitym. Wzrost płac nie powinien być od nich uzależniony. Powinien natomiast zależeć od wzrostu naszych umiejętności, wydajności i wyników pracy. Patrząc z tego punktu widzenia, na pewno powinny wzrosnąć wynagrodzenia dobrych i efektywnych pracowników, którzy przyczyniają się do poprawy wyników firmy. Oczywiście, że wynagrodzenia zależą również od sytuacji na rynku pracy. Podaż i pobyt na pracowników na pewno mają wpływ na płace, ale ich wpływ na indywidualne podwyżki jest nieznaczny.

Redakcja: Dziękujemy.
Data publikacji: 13.01.2010
rynekpracy.pl sedlak.pl raportyplacowe.pl